DrukujDrukuj

Protesty i strajki w latach 70. w Opolu

Autor:
online
Eksplozja zniszczyła doszczętnie salę przygotowaną na milicyjne święto. Podczas uroczystości odznaczenia mieli odebrać m.in. funkcjonariusze MO i SB, którzy w grudniu 1970 r. uczestniczyli w tłumieniu robotniczych protestów na Wybrzeżu.

Protesty i strajki w latach 70.- w październiku 1971 r. bracia Kowalczykowie wysadzili aulę WSP w Opolu.

Jeden z najbardziej dramatycznych aktów sprzeciwu tamtej dekady miał miejsce w Opolu. W nocy z 5 na 6 października 1971 r. bracia Ryszard i Jerzy Kowalczykowie wysadzili aulę Wyższej Szkoły Pedagogicznej, której byli pracownikami. Aula wyleciała w powietrze kilkanaście godzin przed akademią, na której miano odznaczyć funkcjonariuszy MO i SB. Wśród nich byli ludzie odpowiedzialni za stłumienie robotniczych protestów na Wybrzeżu (Bezpośrednią przyczyną demonstracji i strajków stoczniowców i innych załóg na Wybrzeżu była wprowadzona przez władze 12 grudnia 1970 roku podwyżka cen mięsa i innych artykułów spożywczych. W poniedziałek, 14 grudnia, robotnicy Stoczni Gdańskiej odmówili podjęcia pracy. Wielotysięczny tłum ruszył pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Nazajutrz ogłoszono strajk powszechny, a do protestu dołączały kolejne stocznie i fabryki. Wieczorem budynek KW podpalono. W czwartek, 17 grudnia, nazwany potem Czarnym Czwartkiem, wojsko i milicja użyły siły. Śmierć poniosło 16 osób. Łącznie do walki z demonstrantami skierowano 550 czołgów, 700 transporterów, 27 tys. żołnierzy i 5 tys. milicjantów. Zginęło 41 protestujących, 1164 zostało rannych.Władysława Gomułkę na stanowisku I sekretarza partii zastąpił Edward Gierek. Jego sylwetkę „Trybuna Opolska” przedstawiła 21 grudnia. Nowy szef partii apelował o społeczny spokój i obiecywał, że partia i naród dostaną odpowiedź na pytanie: dlaczego doszło do tragedii na Wybrzeżu?)

Wybuch uszkodził aulę, nikt nie odniósł obrażeń. Braci zatrzymano w lutym 1972. Jerzego skazano na karę śmierci, Ryszarda na 25 lat więzienia. Na wolność wyszli w latach 80.

- Myśmy reagowali krytycznie na to wszystko, co się wtedy w Polsce działo - mówił w październiku 2006 roku w wywiadzie dla nto Ryszard Kowalczyk. - Raziła nas obłuda, dwulicowość, zakłamanie. Zło ma poniekąd wymiar bezwzględny, ale ponoć istnieje dzięki dobru, w zestawieniu z uczynkiem szlachetnym. Nie chcieliśmy zabić ludzi w auli. Gdybyśmy chcieli, to byśmy zabili. Nie przez przypadek brat odpalił ładunki w nocy z 5 na 6 października, a nie 6 października w dzień. Najpierw obszedł wszystkie pomieszczenia i sprawdził, że na pewno nikogo tam nie ma.

Czyn braci Kowalczyków do dziś budzi kontrowersje wśród Opolan. Jedni uważają go za akt bohaterski, inni za terrorystyczny. Dzięki inicjatywie Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej powstała tablica ku czci Kowalczyków. Wciąż czeka na umieszczenie w godnym miejscu. - Bracia mieli wielkiego pecha - uważa Stanisław Jałowiecki. - Zdecydowali się na taki czyn w momencie, gdy społeczeństwo zaufało nowej ekipie rządzącej. W dodatku w tym społeczeństwie - nie licząc wojny z Niemcami - nie było zgody na akty sabotażu czy teroryzmu.

W całej Polsce odbyły się „spontaniczne” wiece potępiające „warchołów” z Radomia i Ursusa. „Trybuna Odrzańska” z 28 czerwca 1976 informowała o manifestacji w Opolu z udziałem 25 tysięcy ludzi.
W lipcu 1976 r. wprowadzono kartki na cukier.

Krzysztof Ogiolda, nto
Źródło: Nowa Trybuna Opolska, wydanie z 26 maja 2012.

Twoja ocena: Brak Średnia: 3 (4 głosy)