DrukujDrukuj

Krapkowice za czasów burmistrza Adolfa Barona

Autor:
online
Hrabia Haugwitz był właścicielem wielu budynków (na zdjęciu siedziba jego dyrekcji), dlatego mógł sobie pozwolić na to, by część z nich oddać na potrzeby wojska.

Krapkowice za czasów burmistrza Adolfa Barona - pod rządami zasłużonego burmistrza Adolfa Barona okolica rozwijała się błyskawicznie. Okres prosperity zahamowała I wojna światowa, a potem powstania śląskie i hiperinflacja.

Wystarczyło rapem kilkanaście lat, żeby Krapkowice zamieniły się z małego zacofanego miasteczka w prężny ośrodek przemysłowy. Pomiędzy 1900 do 1914 rokiem w mieście pojawił się przemysł, elektryczność, wodociągi, wybudowano szpital, poszerzono ulice i powstał park. Miasto prawdopodobnie utrzymałoby gigantyczne tempo rozwoju, gdyby nie wybuch I wojny światowej 28 lipca 1914 r. W Krapkowicach cztery dni później władze ogłosiły wielką mobilizację.

18 mieszkańców, manifestując patriotyczną postawę, zgłosiło się na ochotnika i wyruszyli na front. Następnego dnia w mieście utworzono natomiast struktury Czerwonego Krzyża i organizacji charytatywnych, które miały wspierać wojskowych.
Od tego momentu żywność w każdej postaci, a przede wszystkim artykuły pierwszej potrzeby były wydawane na kartki. Krapkowicki kronikarz Johannes Chrząszcz wspomina w swoich zapiskach, że za wydawanie talonów odpowiedzialni byli miejscy urzędnicy, co przysporzyło im sporo pracy - szczególnie przy pieczętowaniu kartek. O tym, ile trzeba było ich wydać, najlepiej świadczy fakt, że metalowy stempel, który używali, szybko się zużył i trzeba było wyrobić nowy.

Pierwsze, duże transporty wojskowe przeszły przez Krapkowice w połowie sierpnia, gdy żołnierze pod dowództwem Paula von Hindenburga zaatakowali Rosjan pod Tannenbergiem. Przez sąsiedni Gogolin co 10 minut przejeżdżały pociągi, gdzie składy zatrzymywały się, żeby żołnierze mogli zjeść. Dla mieszkańców wojna była czasem poważnego zaciskania pasa. Wśród nich panowało jednak przekonanie, że swoim wojskowym trzeba pomagać za wszelką cenę, dlatego z serdecznością witali gości i dzielili się z nimi jedzeniem. Starszy gospodarz, któremu tygodniowo przydzielano pół funta masła oddał je żołnierzom mówiąc: „ja mogę suchy chleb jeść, byle tylko nasi żołnierze byli dobrze zaopatrzeni”. Z kolei pewna matka z Żywocic oddała smażonego kurczaka stwierdzając: „dajcie to żołnierzom, najlepiej choremu albo z Żelaznym Krzyżem (...)”.

Hrabia Heinrich Kurt von Haugwitz w geście solidarności oddał do dyspozycji wojska pomieszczenia zamku, żeby utworzyć w nim szpital. W tamtejszych komnatach zmieściło się 67 łóżek. Te szybko zapełniły się rannymi, ale wolne miejsca oferowali jeszcze mieszkańcy w swoich prywatnych domach. Rannymi opiekowały się sanitariuszki z Czerwonego Krzyża oraz lekarze o nazwiskach Leja i Haertel.

Przed Bożym Narodzeniem, żeby wesprzeć żołnierzy na froncie, władze miasta przygotowało ok. 300 paczek. Do każdej dodano gazetę z artykułem burmistrza Adolfa Barona, który opisywał sytuację w rodzinnych stronach. W tym czasie w Krapkowicach było słychać pierwsze odgłosy wojny - wystrzały armatnie dochodziły od strony Częstochowy, gdzie trwały walki. W czasie wojny miejscowi najbardziej obawiali się wtedy najazdu kawalerii rosyjskiej. Wśród żołnierzy z Krapkowic do domów nie powróciło 118 osób.

Działania wojenne oznaczały także gigantyczne wydatki dla miasta - władze choć nie zaciągnęły dodatkowych kredytów to zaprzestały inwestować. Gdy w 1918 r. skończyła się wojna do Krapkowic przyszła krótka fala gospodarczego ożywienia. Nie trwałą ona długo, bo zaraz po wojnie zaczęły się przepychanki dotyczące podziału śląska pomiędzy Polską a Niemcami. Krapkowicka społeczność, w której przeważającą część stanowili mieszkańcy o niemieckich korzeniach, nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że ich miasto może znaleźć się za inną niż dotychczas granicą.

Po tym jak wybuchło powstanie, żeby zaprowadzić względny porządek, Krapkowice zajęli huzarzy francuscy. O ile pierwsza zmiana zachowywała się bardzo pokojowo i była dobrze nastawiona do mieszkańców, o tyle druga, która przybyła 10 marca 1920 siała wśród ludzi niepokój. Johannes Chrząszcz pisząc o francuskich żołnierzach z uszczypliwością wspominał o ich całkowitym braku kultury, włącznie z tym, że niektórzy wojskowi nie potrafili korzystać z toalet.

Stacjonujące w mieście wojska i walki powstańcze, które objęły tereny wokół Góry św. Anny nie sprzyjały gospodarczemu ożywieniu. W czasie walk Gogolin został ostrzelany przez artylerię, a na Krapkowice spadły dwa ciężkie pociski, które wycelowane były prawdopodobnie w most kolejowy. W związku z rosnącą ilością rannych hrabia Haugwitz znów zdecydował przekazać swój zamek na potrzeby osób, które wymagały pomocy lekarskiej. Po tym jak okazało się, że Krapkowice zostaną po stronie niemieckiej, 6 lipca 1922 r wojska francuskie opuściły miasto a ich miejsce zajęli żołnierze niemieccy.

Wtedy przyszły kolejne problemy gospodarcze. W latach 20-tych ub. stulecia Adolf Baron, który wybrany został burmistrzem Krapkowic po raz trzeci (co dawało mu władzę dożywotnio) próbował kontynuować rozbudowę miasta. Ale galopująca inflacja to uniemożliwiła. Żeby zobrazować jej poziom należy nadmienić, ze jeszcze w 1922 r. Niemcy płacili za jednego dolara ok. 60 marek. Tymczasem na początku w 1923 roku, gdy państwo musiało płacić Francuzom kontrybucję i zdecydowało się dodrukować pieniądze wymiana na amerykańską walutę następowała już po kursie 50 tys. marek. Kilka miesięcy później te wartości poszybowały w miliony.

Brak jakiejkolwiek stabilności finansowej zablokował nowe inwestycje. Dla przykładu burmistrz chcąc położyć kostkę granitową na ulicy Opolskiej, mógł utwardzić tylko 200 metrów. Zakup większej ilości kostki spowodowałby, że miasto poniosłoby wręcz milionowe koszty. Mimo tego miasto starało się inwestować. Przy ulicy Klasztornej (dziś ul. Basztowa) wyburzono stare budynki, żeby otworzyć tą część miasta. Rozebrano też stary dom celny, który przy moście na Odrze stał niemal na środku drogi.

Radosław Dimitrow, nto
Tekst powstał we współpracy z Piotrem Smykałą, znawcą lokalnej historii. Wykorzystano fragmenty z książki „Historia Miasta Krapkowice na Górnym Śląsku ad. 1914” autorstwa kronikarza Johannesa Chrząszcza, w przekładzie Henryka Steinfoffa.
Źródło: Nowa Trybuna Opolska, wydanie z 18 maja 2012.

Twoja ocena: Brak Średnia: 4.2 (13 głosów)