DrukujDrukuj

Krapkowice na początku XX wieku

Autor:
online
Tak 100 lat temu wyglądała ulica Opolska w Krapkowicach. W kamienicach na parterze mieściły się sklepy, a na górnych kondygnacjach były mieszkania.

Krapkowice na początku XX wieku - dzięki mądrym decyzjom włodarzy miasto rozwijało się w tempie nie spotykanym wcześniej na Śląsku. Ludzie zjeżdżali się z całej okolicy, żeby tutaj zamieszkać.

Na sukces i rozwój Krapkowic złożyło się w tamtych czasach kilka czynników. Po pierwsze miasto wkroczyło w XX wiek z nowo wybudowanym mostem, który stanął nad Odrą jeszcze we wrześniu 1887 r. i połączył Krapkowice z Otmętem. Po drugie w grudniu 1896 r. prywatna spółka Lenz und Compagnie przy wsparciu miejskiego magistratu, wybudowała i uruchomiła linię kolejową biegnącą od Prudnika, przez Krapkowice do Gogolina. Po trzecie w mieście pojawił się w tamtym czasie Adolf Baron, aplikant sądowy z Wrocławia, który okazał się niezwykłym wizjonerem. W maju 1898 r. objął on funkcję burmistrza. W jednym z pierwszych przemówień do zauważył, że: „Krapkowice (Krappitz) mogą iść do przodu, a nie cofać się, dzięki korzystnemu położeniu, uruchomieniu kolei żelaznej i uregulowaniu Odry”.

Nowy burmistrz słusznie uznał jednak, że samo położenie, nie przyniesie miastu pieniędzy. Dlatego na własną rękę zaczął szukać źródeł dochodów dla miasta i szybko znalazł na to sposób. Przede wszystkim ściągnął do Krapkowic inwestorów. Już w 1900 r. powstała tu papiernia Nieß und Werle, dzięki czemu do kasy gminy popłynęły znacznie pieniądze z podatku. Wytwarzała ona m.in. półprodukty do innych fabryk oraz papier gazetowy. Niedługo po tym zdecydowano o utwardzeniu brzegów Odry, co umożliwiło transport towarów rzeką i ich szybki rozładunek do miejscowych zakładów.

To wszystko sprawiło, że 100 lat temu Krapkowice zaczęły się rozwijać w tempie niespotykanym dotychczas na Śląsku. W rynku, który tętnił życiem, można było spotkać tłumy spacerowiczów i handlarzy, którzy rozkładali się ze swoim towarem. Kamienice otaczały rynek tworząc kształt prostokąta - na piętrach znajdowały się mieszkania, a na parterze sklepy i apteki. Szybki rozwój miasta sprawił, że masowo zaczęli tutaj przyjeżdżać ludzie w poszukiwaniu pracy. Burmistrz Baron, żeby ich tutaj zatrzymać na stałe, zakazał budowy hoteli robotniczych. Zamiast tego zalecał budowanie domów.

Duża ilość spraw jaką załatwiali nowi osadnicy sprawiła, że miejskie instytucje szybko się rozrosły. Rozbudowano m.in. Kasę Oszczędnościową, powstała nowa siedziba sądu i utworzono Urząd Katastralny (geodezyjny), który znacznie ułatwił kupowanie i sprzedaż ziem w Krapkowicach.
Rozwój miasta sprawił, że 100 lat temu ulice niemal z dnia na dzień zapełniły się pieszymi i furmankami. Burmistrz Baron musiał je więc powiększyć. O tym z jakim rozmachem działał, można się przekonać porównując ulicę Młyńska, która przed poszerzeniem miała zaledwie 3 metry, a po rozbudowie aż 11 metrów. By chronić swój dobytek w 1903 roku miasto sfinansowało budowę remizy wraz z placem ćwiczebnym dla Ochotniczej Straży Pożarnej.

Rozwój miasta stanął pod znakiem zapytania w lipcu 1903 r. Wtedy Krapkowice nawiedziła powódź. Napierająca woda z Osobłogi wlała się gwałtownie do Odry i przelała się przez wały. Na szczęście miasto szybko pozbierało się po powodzi, a burmistrz Baron dalej kontynuował swoją wizję rozwoju.

Żeby mieszkańcy mieli gdzie wypoczywać po pracy, w Krapkowicach powstał ponadto park miejski wraz ze spacerową promenadą. Dzięki trafnym decyzjom władz, miasto rozrosło w ciągu kilkudziesięciu lat z 3 tys. mieszkańców do blisko 5 tys. Sukcesy z przełomu XIX i XX wieku włodarze uczcili podczas otwarcia promenady w lipcu 1904 roku, gdzie zorganizowano duży festyn. Grała na nim orkiestra wojskowa, była loteria fantowa, a po zmroku odpalono fajerwerki.
Krapkowice zasłynęły 100 lat temu jeszcze jedną inwestycją, do której wtedy nikt nie przywiązywał większej wagi. W grudniu 1903 roku do miasta popłynął prąd i zaświeciły się pierwsze żarówki.

Na potrzeby zelektryfikowania miasta, władze wykupiły stary młyn wodny w Pietni, który został przebudowany. Wcześniej Krapkowice oświetlane były 34. latarniami gazowymi. Większość z nich zamontowana była w rynku i okolicy. Paliły się do godz. 22, ale część z nich była tak okopcona, że dawały bardzo słabe światło. Inwestycja zelektryfikowania miasta pochłonęła 45 tys. marek, co było 100 lat temu zawrotną sumą. W pierwszej kolejności żarówki zapaliły się na zamku oraz w krapkowickim sądzie i szpitalu. W owych latach w urzędzie miasta podłączono ponadto telefony.

W 1914 roku w mieście zaczęła się budowa wodociągu. Dzięki niemu ludzie nie musieli już chodzić każdego dnia z wiadrami do studni lub Odry, żeby nabrać wody. Ale część mieszkańców nieufnie podchodziła do nowego wynalazku, twierdząc że woda dostarczana rurami nie przyniesie niczego dobrego. Żeby ich przekonać, władze puściły kranówkę do domów za darmo. Dopiero kilka lat później wprowadzone zostały opłaty.

Miasto dbało w tamtych czasach o to, żeby mieszkańcy mieli gdzie budować domy - burmistrz wykupywał grunty i odsprzedawał je prywatnym osobom. To bardzo rozruszało budownictwo. W ten sposób powstały całe osiedla domków ul. Friedrichstrasse (dzisiejsza ul. Marii Konopnickiej) oraz Sienkiewicza i Puławskiego. Chętnych do budowy domów było wielu, bo dobrze opłacani pracownicy miejscowych zakładów mieli spore zapasy gotówki. Ponadto przy ul. Puławskiego burmistrz wybudował kamienicę z dziewięcioma mieszkaniami dla swoich urzędników.
Krapkowice nie zwalniały w rozwoju aż do sierpnia 1914 r. gdy wybuchła I wojna światowa. Jeszcze tego samego dnia 18 obywateli miasta z własnej woli wyruszyło na front.

Radosław Dimitrow, nto
Źródło: Nowa Trybuna Opolska, wydanie z 23 marca 2012.
Tekst powstał we współpracy z Piotrem Smykałą - znawcą lokalnej historii. W tekście wykorzystano zapiski Johannesa Chrząszcza - kronikarza, który żył na przestrzeni XIXi XX w.

Twoja ocena: Brak Średnia: 4.9 (10 głosów)