DrukujDrukuj

Historia powstania kolędy

Etykietowanie:
Autor:
online

Najbardziej lubiane polskie kolędy śpiewamy na melodie: poloneza, kujawiaka i oberka. Kolędę najpopularniejszą na świecie – „Cicha noc” – pierwszy raz wykonano na pasterce z akompaniamentem... gitary.

Być może pieśń „Stille Nacht, heilige Nacht”, którą przetłumaczono na ponad 300 języków i narzeczy i śpiewa się ją na całym świecie, w ogóle by nie powstała. Na szczęście w alpejskiej wiosce Oberndorf niedaleko Salzburga w 1818 roku zepsuły się sfatygowane i – jak głosi legenda – ponadgryzane przez myszy organy. Żeby mimo awarii instrumentu nadać odpowiednią oprawę nocnej mszy św., tamtejszy wikary, ks. Josef Mohr sięgnął po napisany dwa lata wcześniej tekst i pokazał go organiście i nauczycielowi muzyki Franzowi Gruberowi. Ten w ciągu kilku godzin skomponował pieśń na gitarę, dwa głosy i chór. Pasterka celebrowana przez proboszcza, ks. Josefa Kesslera udała się nadzwyczajnie. Gruber grał na gitarze i śpiewał basem, a ks. Mohr wykonał partie tenorowe. Pieśn bardzo podobała się parafianom.
Jeśli wierzyć tradycji, do napisania tekstu kolędy natchnęło Josefa Mohra wezwanie, tuż przed świętami, do ubogiej parafianki, żony węglarza. Kobieta po porodzie poczuła się na tyle źle, że w nocy posłała po księdza, by ochrzcił dziecko, a ją przygotował na śmierć. Najbiedniejsza kobieta we wsi rodząca dziecko w nocy skojarzyła się księdzu z sytuacją Świętej Rodziny z Nazaretu. Zaraz po powrocie, zanim ostygły emocje, napisał tekst przyszłej kolędy.

Nie wiadomo, czy jej sława przekroczyłaby granice małej alpejskiej parafii. Na szczęście do zreperowania poniszczonych przez gryzonie mieszków organowych wezwano Karola Maurachera, organmistrza i stroiciela z Zillental. Kiedy remont był zakończony, kazał Franzowi Gruberowi zagrać coś na próbę. Ten wykonał swą ulubioną kolędę „Stille Nacht”. Zachwycony Mauracher zabrał nuty ze sobą i z tyrolskiej doliny ruszyły one w świat. Rodzina miejscowych rękawiczników zaśpiewała pieśń po raz pierwszy w Lipsku. Wkrótce grała ją już dworska orkiestra w Berlinie. Cztery lata po premierze usłyszał ją cesarz w Wiedniu. W końcu pieśń trafiła także za ocean, do USA.

Tłumaczono ją wiele razy, w sumie na ponad 300 języków i narzeczy. Powstawały coraz nowe wariacje tekstu kolędy. U nas w użyciu są dwie wersje, tzw. śląska i ogólnopolska. Ale to nie powinno dziwić, skoro tylko po łacinie pieśń ta jest wykonywana z 11 różnymi, choć podobnymi w klimacie tekstami.

Za najpopularniejszą polską kolędę uważa się śpiewaną na melodię poloneza do tekstu Franciszka Karpińskiego pieśń „Bóg się rodzi, moc truchleje”.
Czołowy poeta okresu sentymentalizmu, autor m.in. „Laury i Filona”, umieścił ją w zbiorze „Pieśni nabożnych” wydanym w 1792 roku w wydawnictwie bazylianów w Supraślu. Paradoks Bożego Narodzenia, czyli przyjście Boga na świat jako człowieka, i to w biedzie stajni betlejemskiej opisał za pomocą kilku par sprzecznych epitetów: moc - truchleje, Pan niebiosów - obnażony, ogień - krzepnie, blask - ciemnieje, ma granice - nieskończony, wzgardzony - okryty chwałą, śmiertelny - Król nad wiekami. Zwrotkę kończy nawiązujący do tekstu Janowej Ewangelii wers: a słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.
Kolędę zamyka śpiewana chętnie do dziś zwrotka zaczynająca się od słów: „Podnieś rękę, Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą”. W czasach zaborów śpiewaną – pod presją cenzury – w wersji „Błogosław krainę miłą”.

– Warto zaznaczyć, że pieśń ta nie od razu była śpiewana na melodię poloneza – mówi prof. Remigiusz Pośpiech z Katedry Muzyki Kościelnej Wydziału Teologicznego UO. Pierwotnie miała ona melodię chorałową, z elementami kresowej dumki. Odkąd śpiewano ją na melodię poloneza, bardzo się spopularyzowała.
Miarą tej popularności jest i to, że w stanie wojennym do kolędy Karpińskiego jeden z internowanych księży dopisał zwrotkę: „Pociesz, Jezu, kraj płonący/ Zasiej w sercach prawdy ziarno/ Swoją siłę daj walczącym/ Pobłogosław »Solidarność«/ Więźniom wszystkim daj wytrwałość/ Pieczę miej nad rodzinami/ A słowo stało się Ciałem/ I mieszkało między nami”.

Dziś nikt już jednoznacznie nie rozstrzygnie, czy polonez, który stał się melodią kolędy, a przypisywany jest chętnie Karolowi Kurpińskiemu, ma swoje korzenie w polonezie koronacyjnym królów polskich, w XVIII-wiecznej pastorałce czy może we wcześniejszej pieśni o Bożym Narodzeniu: „W żłobie leży, któż pobieży”. Ta popularna kolęda wyszła spod pióra autora mającego znaczące miejsce w polskiej literaturze, ks. Piotra Skargi, kaznodziei na dworze króla Zygmunta III Wazy. Jej za melodię posłużył polonez tańczony na dworze króla Władysława IV. Autorem pięknej pieśni „Mizerna cicha” jest znany poeta Teofil Lenartowicz. Polskie kolędy powstawały w szczególnych okolicznościach. Znana, choć smutna w brzmieniu kolęda „Nie było miejsca dla Ciebie” została napisana w obozie koncentracyjnym w Gusen.

– Nie ma wątpliwości, że śpiewanie należy od początku do tradycji związanej z Bożym Narodzeniem – uważa Remigiusz Pośpiech. - Zgodnie z Ewangelią św. Łukasza pasterze biegną do betlejemskiej szopki, by zobaczyć Dzieciątko, przynagleni śpiewem aniołów, a wracając, wielbią Boga, także śpiewem.
Nie od razu do pieśni o Bożym Narodzeniu przylgnęła nazwa kolędy. Pierwotnie nazywano tak pieśni towarzyszące składaniu życzeń noworocznych. Dopiero w XVIII wieku utrwaliło się pojęcie kolędy na określenie pieśni świątecznej, a kolejne sto lat później podział na kolędy, czyli śpiewy wykonywane w kościele, towarzyszące mszy św. i ludowe, domowe, często luźniejsze w charakterze, pastorałki wykonywane przez amatorów, kolędników. Przyczynił się do tego Michał Marcin Mioduszewski, wydając w połowie XIX wieku śpiewnik „Kolęd i pastorałek”.

– Symbolicznie ten podział utrwalił się także w obrazach Bożego Narodzenia i na kartkach świątecznych – zauważa prof. Pośpiech. – Aniołowie wyobrażani są ze zwojami nut i szlachetnymi instrumentami, np. skrzypcami w ręku. Pasterze grają z pamięci na fujarkach, gęślach, dudach itp. Dziś podział na kolędy i pastorałki się zatarł, bo też większość pastorałek wypadła z powszechnej świadomości, a i kolęd częściej słuchamy, niż je śpiewamy.

Pierwsze kolędy w Europie – w Polsce, w Niemczech i Czechach – były przekładami kościelnych hymnów łacińskich i pojawiły się już pod koniec średniowiecza, w wieku XV. Najstarsza polska kolęda, zanotowana w 1424 roku, autorstwa magistra praskiego Szczekny i spowiednika królowej Jadwigi, nosiła tytuł „Zdrow bądź Krolu Anielski”. Dziś nie jest już w naszych kościołach śpiewana, a i na płytach z muzyką religijną niełatwo ją znaleźć. Wyparły ją późniejsze utwory, bliższe współczesnej wrażliwości, przede wszystkim barokowe, śpiewane na melodię tańców polskich. To ciekawe, że średniowieczne pieśni wielkanocne zostały w tradycji do dziś, repertuar kolędowy zmieniał się znacznie szybciej.

Prof. Pośpiech podkreśla, że w kolędzie średniowiecznej nie ma jeszcze mowy o Dzieciątku. Zwykle „importowane” do nas z łaciny przez Czechy śpiewy, oddają cześć Chrystusowi Królowi i Zbawcy. Nie spotkamy w nich tak lubianych przez nas dzisiaj sentymentalnych wzruszeń związanych z szopką i pasterzami. W podobnym tonie utrzymana jest także XVIII-wieczna i popularna do dziś kolęda „Tryumfy Króla Niebieskiego”. Spotykamy w niej już wprawdzie pasterzy, ale chwałę odbiera tu „Bóg na wysokości”, nie Jezus – Dziecko. I jeszcze jedna ciekawostka. We wczesnych kolędach często pojawia się zawołanie Alleluja - nawiązujący do kultury żydowskiej okrzyk radości (wysławiajcie Jahwe). Później stanie się ono typowe niemal wyłącznie dla pieśni o Zmartwychwstaniu.

Kolędy o Dzieciątku, tak lubiane, szczególnie przez dzieci, zawdzięczamy przede wszystkim św. Franciszkowi z Asyżu. Ustawił on jako pierwszy szopkę z Dzieciątkiem w kościele w Greccio, zapoczątkował tym samym zwyczaj odgrywania rozmaitych misteriów i jasełek na Jego cześć, słowem zmienił on – w XIII wieku – bożonarodzeniową wrażliwość Europejczyków.
– Takie wyobrażenie Boga, w postaci bezbronnego Dziecka, stało się ludziom zwyczajnie bliższe – zauważa Remigiusz Pośpiech. – Bóg Zbawiciel był obecny w świadomości wierzących przez cały rok. Boże Narodzenie wyróżniało się eksponowaniem Jezusa – Dziecka. Już w XVI wieku pojawia się w Polsce „piosnka na dzień Narodzenia Pańskiego” ze słowami: „Nużmy dziatki zaśpiewajmy z weselem”, adresowana wprost do dzieci. Do takiej poetyki nawiązują też późniejsze kolędy, śpiewane do dziś: „Dzieciątko się narodziło” czy „Przystąpmy do szopy, uściskajmy stopy”.

Charakterystyczne dla polskiej pobożności kolędy kołysankowe zawdzięczamy, jak się łatwo domyślić, kobietom. Zwyczaj śpiewania kolęd połączony z kołysaniem figurki Dzieciątka był kultywowany przede wszystkim w żeńskich klasztorach – klarysek, benedyktynek itp. Najwyraźniej w siostrach ożywały macierzyńskie uczucia. Stąd w kolędach tych obecna jest nie tylko Matka Boża, ale też są one utrzymane w poetyce kołysanki. Taki właśnie charakter mają kolędy „Lulajże Jezuniu”, „Gdy śliczna Panna”, „Śliczna Panienka Jezusa zrodziła” itp. Ich melodie nierzadko pochodziły z prawdziwych kołysanek śpiewanych przez mamy dzieciom.

=

W kolędach nie może też zabraknąć obrazu betlejemskiej nocy i motywu pasterzy śpiewających „Gloria in excelsis Deo”. Są one obecne zarówno w najstarszych, a śpiewanych do dziś XVII-wiecznych kolędach „Przybieżeli do Betlejem”, „Anioł pasterzom mówił”, jak i w nowszych – „Wśród nocnej ciszy” i „Bracia, patrzcie jeno”.

– W okresie baroku zwłaszcza do pastorałek przeniknęły miejscowe realia. Pasterze przybierają swojskie imiona: Stach, Grześ, Maciek, Bartek i grają na ludowych instrumentach: organkach, fujarkach, dudach, rogu – dodaje Remigiusz Pośpiech. – Poezja utworów typu „Kapela generalna tak wokalistów, jako i instrumentalistów przez pastuszków bethlemskich praktykowana” nie była wysokiego lotu. Te utwory były już tak zeświecczone, wyprane z treści bożonarodzeniowych, że synody zaczęły ich zakazywać, nawet jeśli powstawały one w środowiskach zakonnych. Słowem i bez supermarketów Boże Narodzenie się sekularyzowało.

O ile barokowe pastorałki przenoszą realia Bożego Narodzenia do swojskiej przestrzeni, kolędy nadają betlejemskim wydarzeniom narodową oprawę muzyczną.
– Na melodię poloneza śpiewamy m.in. wspomnianą już kolędę „Bóg się rodzi”, „Dzisiaj w Betlejem”, „Bracia patrzcie jeno” – mówi prof. Pośpiech. Wzorzec melodyczno-rytmiczny mazura związany jest z pieśniami typu „W żłobie leży”, „Ach ubogi żłobie”, „Z narodzenia Pana”. W klimacie kujawiaka utrzymane są kolędy: „Pasterze mili, coście widzieli”, „Jezus malusieńki”, „A cóż z tą Dzieciną”. „Hej w dzień narodzenia” można śmiało zaśpiewać jako skocznego oberka. Oczywiście, kolędy nigdy nie były tańczone, za to w czasach niewoli wyznaczały pewien kanon narodowego stylu w muzyce. Gdyby ktoś chciał dopisać do kolędy zwrotkę o tym, że razem z Chrystusem rodzi się Polska, toby go cenzor powstrzymał, ale zabronić śpiewania poloneza czy mazura nie mógł. Nic dziwnego, że te „taneczne” kolędy do dziś są najbardziej popularne.

Krzysztof Ogiolda, nto
Źródło: Nowa Trybuna Opolska, wydanie z 24 grudnia 2010.

Twoja ocena: Brak Średnia: 4.2 (5 głosów)