DrukujDrukuj

Historia miłości Sebastiana von Rostocka

Autor:
online
Dyrektor nyskiego muzeum Małgorzata Radziewicz jest przekonana, że na zwieńczeniu bogato zdobionego barokowego kominka w dawnej siedzibie biskupów wrocławskich widnieje nikt inny, jak biskup Sebastian Rostock

Sebastian von Rostock - urodził się w Grodkowie, ale jego związek z Nysą jest znaczny. Opiera się, rzecz jasna, głównie na czasie, kiedy urzędował tu jako biskup czyli przez siedem lat: od 1664 roku do 1671. Jednak cała historia zaczęła się dużo wcześniej, bo w czasach, gdy jako młodzieniec pobierał nauki w tutejszym gimnazjum parafialnym - opowiada Małgorzata Radziewicz, dyrektor nyskiego muzeum, które jest zresztą dawna siedzibą biskupów wrocławskich, w tym i Rostocka.

Otóż w czasach gdy młody Sebastian uczęszczał do nyskiej szkoły przeżył początek miłosnej historii, która dała znać o sobie po latach.
Pani Małgosia natrafiła na tę opowieść podczas przygotowywania najnowszego wydania Nyskich Szkiców Muzealnych, w którym zresztą o biskupie Sebastianie również można co nieco przeczytać.

- Cała historia zaczęła się dwadzieścia lat przed tym, zanim Rostock został biskupem - mówi dyrektor nyskiego muzeum. - Jako że był nie tylko mądry, ale i szalenie przystojny, zakochały się w nim jednocześnie dwie zamożne mieszczki, siostry, będące stanu wolnego - Elżbieta i Katarzyna.
Białogłowy próbowały zaskarbić sobie sympatię przystojnego młodzieńca, a że obie były przecudnej urody i niespotykanej mądrości, młody Sebastian nijak nie mógł się zdecydować, która z nich bardziej przypadła mu do gustu. W związku z powyższym zrozpaczony wyjechał z Nysy na kilkanaście lat i powrócił już do niej jako dorosły człowiek. Został najpierw wikarym, a później proboszczem.

- Wówczas obie były już zamężne. Katarzyna została żoną złotnika, a Elżbieta wyszła za szewca. A przy tym wszystkim wiodło im się nader dobrze i wszystkiego miały pod dostatkiem - dodaje Radziewicz.
Miłość jednak, jak wiadomo, nie wybiera, więc uczucie powróciło na nowo. Katarzyna wzdychała, ale Elżbiecie zdecydowanie bardziej Rostock zawrócił w głowie, gdyż postanowiła wszystko wyznać mu podczas spowiedzi w kościelnym konfesjonale.

Rzecz jasna Sebastian pamiętał dokładnie całą historię sprzed lat i nigdy nie zapomniał dwóch pięknych sióstr, jednak w obliczu swej funkcji musiał stać na straży cnoty i honoru księstwa.
- A że był przy tym wszystkim człowiekiem porywczym, to i obszedł się z Elżbietą niezbyt uprzejmie, karcąc ją za jej szczerość - opowiada pani Małgosia.
Odprawiona z kwitkiem Elżbieta wróciła do domu i natychmiast opowiedziała o wszystkim siostrze, zalewając się przy tym łzami. Stwierdziła, że skoro Sebastian nie może z nią być, a przy tym jest bezdzietna, to jej życie straciło wszelki sens i jedyne co jej pozostaje, to umrzeć. Postanowiła wówczas utopić się w rzece.
- W Nysie Kłodzkiej, rzecz jasna - wtrąca Małgorzata Radziewicz. - Szczęście w nieszczęściu, że Katarzyna znała plany siostry i od razu pobiegła do duchownego prosić go o pomoc w zapobieżeniu tragedii.

Rostock długo się nie namyślając natychmiast ruszył na ratunek. Zdążył dobiec nad rzekę w momencie, gdy Elżbieta zanurzała się coraz głębiej w otchłani. Od razu popłynął po nią wpław.
- Uratował ją, ale woda była okrutnie zimna i kobieta ciężko zachorowała, a kilka tygodni później umarła - mówi dyrektor muzeum w Nysie. - Wówczas na jej grobie nakazał zasadzić piękne krzewy białych pnących róż. Takich samych, jakie dziewczyna za młodu hodowała w swoim ogrodzie. Miały one zawsze mu przypominać o czystej, niewinnej kobiecie, jej uczuciu i miłości, która skończyła się tragicznie.

Pani Małgosia przypuszcza, że te same róże mogły pojawić się na barokowym kominku z czasów Sebastiana von Rostocka, który do dziś dnia zdobi jedno z pomieszczeń pierwszej kondygnacji nyskiego muzeum. U zwieńczenia tegoż kominka, na samej górze widnieje popiersie mężczyzny w stroju rzymskim z odsłonionym prawym ramieniem. Wokół pną się girlandy uszyte właśnie z białych róż.
- Niektórzy twierdzą, że to portret biskupa Ludwika Neuburga, ale ja jestem przekonana, że to właśnie Rostock - twierdzi dyrektor Radziewicz.
Prawdopodobieństwo owe wydaje się tym większe, że w nyskiej bazylice na jednym z filarów również umieszczone jest popiersie biskupa Rostocka otoczonego bujnymi girlandami róż. Sam biskup ma natomiast charakterystyczną spiczasta bródkę i wąsy, takie same jak właśnie te na kominku i w publikacji księdza Józefa Patera pt. Poczet Biskupów Wrocławskich.

- Nie umniejszając zasługom Neuburga, który przecież dobudował ostatnie skrzydło, czyli ścianę frontową Pałacu Biskupiego, na tym kominku widnieje na pewno biskup Sebastian - przekonuje pani Małgorzata.
Symbolika róż przejawiająca się i przeplatająca wciąż przez postać biskupa Sebastiana von Rostocka, a opowiedziana przez dyrektor muzeum jest tylko jedną z interpretacji.

Inną alternatywą, znacznie bardziej podpartą naukowymi badaniami, jest róża, która zresztą dość często pojawia się w symbolice samej Nysy i ówczesnych dziejów księstwa. Zresztą w Nysie od czasu średniowiecza mieściła się świątynia pod wezwaniem Maria in Rosis, która jednak została zniszczona podczas działań wojennych w 1741 roku. Jak można dowiedzieć się ze wspomnianych już Nyskich Szkiców Muzealnych tzw. śląska róża przywoływała również na myśl pełną wdzięku, ale i groźną broń wymierzoną przeciw heretykom w walce o prawdziwa wiarę. Całość zdaje się mieć tym większy sens, że Rostock, jako odważny i gorliwy duchowny, w czasie swojej kariery wyrwał z rąk protestantów 254 kościoły, a dla sześciuset parafii wystarał się o duszpasterzy. Za czasów nyskich natomiast z własnej kiesy utrzymywał dwunastu alumnów.

Klaudia Bochenek, nto
Źródło: Nowa Trybuna Opolska, wydanie z 3 lutego 2011.

Twoja ocena: Brak Średnia: 3.7 (3 głosy)